Archiwum

Recenzja albumu Lykke Li "I Never Learn"

1. I Never Learn
2. No Rest For The Wicked
3. Just Like A Dream
4. Silver Line
5. Gunshot
6. Love Me Like I'm Not Made Of Stone
7. Never Gonna Love Again
8. Heart Of Steel
9. Sleeping Alone




Na ten album czekałam odkąd zachwyciłam się ostatnim dziełem szwedzkiej artystki. Zaserwowane przez Lykke Li brzmienie absolutnie mnie urzekło. Szybko zajęła zaszczytne miejsce wśród moich ulubionych artystek. "Wounded Rhymes" było dużym sukcesem, a zwłaszcza dużą popularnością cieszył się singiel "I Follow Rivers". Można było obawiać się, że Szwedka pójdzie w bardziej komercyjne brzmienie. Ja jednak wiedziałam, że byle czego słuchaczom nie wciśnie. Możecie wyobrazić sobie moją radość, gdy zapowiedziała swój trzeci album. Potem wypuszczone do sieci, przepełnione emocjami utwory jeszcze bardziej zwiększyły mój apetyt na płytę wokalistki. Jej premiera odbyła się 5 maja - dziewięć znajdujących się na niej piosenek jest wyrazem dojrzałości artystki.

Nowe piosenki powstawały w Los Angeles, które stanowiło dla wokalistki ogromną inspirację. "I Never Learn" to ostatnia część trylogii, którą zapoczątkował debiutancki krążek Lykke. Każde z jej wydawnictw ma zupełnie inne brzmienie i klimat. Na ostatnim "Wounded Rhymes" artystka eksperymentowała z bębnami, które stanowiły jeden z ważniejszych elementów każdej z piosenek. Najnowszy album wypełniają z kolei w większości ballady o mniej rozbudowanych aranżacjach, przesycone smutkiem i bólem. Artystka śpiewa o trudnym rozstaniu i próbuje rozprawić się z tym okresem swojego życia. Zmienił się jeszcze jeden element. Głos Lykke Li również brzmi inaczej - podczas gdy na poprzednim albumie miał w sobie siłę i energię, tutaj natomiast od razu da się wyczuć w nim przygnębienie i melancholię. Album w takim klimacie idealnie nadawałby się na jesień czy zimę, lecz Lykke zdecydowała się wydać go wiosną, kiedy to raczej sięgamy po bardziej optymistyczne brzmienia. Jeśli pełne cierpienia utwory nie są Wam bliskie lub oczekiwaliście powtórki z "Wounded Rhymes" - trzeci album artystki może Was zawieść. Mimo wszystko warto dać mu szansę, bo to jedna z ważniejszych premier tego roku!


Tytułowe "I Never Learn" rozpoczyna dynamiczna gitara, która wprowadza rozmarzoną aranżację. Później dochodzi melancholijny wokal Lykke, który nadaje tej prostej balladzie charakteru. Już od pierwszego utworu mamy do czynienia z dużym ładunkiem emocjonalnym, który będzie towarzyszył nam do ostatnich sekund. Singlowe "No Rest For The Wicked" to jeden z lepszych utworów Szwedki. Zwrotki są delikatne i okraszone spokojnymi dźwiękami fortepianu, natomiast dopiero potężny refren świadczy o wielkości tej kompozycji. W podobnych klimatach utrzymany jest nieco mroczny utwór "Gunshot". Biorąc pod uwagę nastrój pozostałych piosenek, o których zaraz powiem, tę można opisać jako naprawdę mocne uderzenie. Wpływ na to ma przede wszystkim dramatyczny wokal Lykke Li, ale również perkusja naśladująca odgłosy wystrzałów. To jeden z tych utworów, który zachwyca od pierwszego przesłuchania, ale zostaje ze słuchaczem jeszcze przez długi czas. Z kolei przy pozostałych utworach robi się już dużo spokojniej - przykładem jest "Just Like A Dream", które od razu zdobyło moje serce. Niesamowicie podobają mi się w nim delikatne bębny, będące małym nawiązaniem do poprzedniego krążka. Można przyczepić się do zbyt infantylnego tekstu, ale moim zdaniem świetnie pasuje on do sennej aranżacji.

"Silver Line" kontynuuje tę oniryczną konwencję. Mimo że nie mogę utożsamić się z wokalistką na tym albumie, to taki klimat utworów do mnie zdecydowanie trafia. Warto przyjrzeć się wyciszonemu "Love Me Like I'm Not Made Of Stone", w którym pierwsze skrzypce gra głos wokalistki. Akustyczna gitara jest tylko tłem dla tej chwytającej za serce ballady. "Never Gonna Love Again" posiada, jak na ten album, sporą dawkę przebojowości. Niesamowicie miły dla ucha refren zapada w refren i przypomina mi utwory, które grane były w radiach wieki temu. Musiało minąć trochę czasu zanim przekonałam się do "Heart Of Steel". Teraz podoba mi się tutaj nieco gospelowy refren, zwrotkom za to brakuje wyrazistości. Ostatni album Szwedki kończył się potężnym i podniosłym utworem "Silent My Song". W przypadku "I Never Learn" jest zupełnie inaczej. Płytę wieńczy wyciszone "Sleeping Alone", które mimo swojego uroku pozostawia pewien niedosyt. Jednak nie zmienia to faktu, że po usłyszeniu ostatnich dźwięków mam ochotę włączyć płytę ponownie.

Gdy po raz pierwszy zobaczyłam tracklistę nowego albumu Lykke, byłam zawiedziona ilością utworów. Jednak teraz myślę, że dziewięć pełnych bólu pozycji jest wystarczającą dawką. Płyta jest niesamowicie przesycona smutkiem, ale ciężko mi się od niej oderwać i jej obiektywna ocena przychodzi mi z trudem. Spełniła moje oczekiwania. Każdy z jej albumów jest zupełnie inny i chwała Lykke za to. Może na następnym dziele będzie nam dane poznać wokalistkę z radośniejszej strony? Czas pokaże. Tymczasem wystawiam wysoką ocenę i polecam Wam gorąco "I Never Learn".

Ocena: 8/10

13 komentarzy:

  1. bardzo ciekawa płyta, coś innego niż I FOLLOW RIVERS, ale to nie znaczy gorsze, do czepremier płyt możesz dopisać Jennifer Lopez "A.K.A" 17 czerwca i Linkin Park "The Hunting Party" tego samego dnia chyba premiera pzdr
    // www.hot-hit-lista.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja jestem tym albumem całkowicie urzeczona. Całą płytę dzielę na 8 ulubionych piosenek i "Love Me Like I'm Not Made Of Stone", bo tylko ten jeden utwór jakoś mi nie przypadł do gustu.
    Kilka dni przed tym albumem wpadł mi w ręce "Let England Shake" PJ Harvey. Bardzo mi się one ze sobą kojarzą. Myślę, że by Ci się spodobał, dlatego o nim piszę :)
    Pozdrawiam Kasia

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam Lykke Li i od czasu do czasu lubię ją sobie posłuchać! Bardzo utalentowana osoba z niesamowitym głosem.

    OdpowiedzUsuń
  4. Niestety, nie znam tej pani. :(
    U mnie nowa notka, zapraszam i pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  5. Singiel jest zacny, a po takiej rekomendacji chyba popędzę do.....itunesa.

    http://lechartz.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. hej na www.listamegaprzebojowalicia.bloog.pl jest nowe notowanie serdecznie zapraszam do głosowania niestety nie znam nikogo takiego :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie ogarniam jej. Jak dla mnie nudna i na jedno kopyto. Nie lubię smętów...

    OdpowiedzUsuń
  8. Zapraszam na nową notkę na http://true-villain.blog.pl

    OdpowiedzUsuń
  9. Nowa recenzja na blogu http://namuzowani.blog.onet.pl/

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo fajny album ale tylko na raz do przesłuchania.
    U mnie http://muzycznomaniaa.blogspot.com/ NN

    OdpowiedzUsuń
  11. Zapraszam na nowy post :) http://magdalenatul.blog.pl

    OdpowiedzUsuń
  12. Lubię ten album. Stanowi przykład muzycznego progresu artystki.

    OdpowiedzUsuń